Templates by BIGtheme NET
Don't Miss
Home » Ufo kosmici porwania » Oni tam są! Odkrycia wskazujące na istnienie Obcych

Oni tam są! Odkrycia wskazujące na istnienie Obcych

 

Oficjalnie kosmici nie nawiązali do tej pory kontaktu z ludźmi, jednak astronomowie dokonali wielu intrygujących odkryć sugerujących, że Obcy istnieją, działają, a być może nawet próbują powiedzieć nam: „Hej, tutaj jesteśmy!” Oto one.

Elektrownia Obcych

 

Gdyby poza Ziemią nie było życia, byłoby to niewyobrażalne marnotrawstwo przestrzeni – mówił amerykański astronom Carl Sagan. Rzeczywiście. Zgodnie z najnowszymi szacunkami we wszechświecie są 2 tryliony galaktyk, a w każdej mogą płonąć miliardy lub setki miliardów gwiazd. Dlaczego więc do tej pory nie skontaktowali się z nami przedstawiciele pozaziemskiej inteligencji? Problem ten jest bardzo złożony. Obcy mogą uznawać Homo sapiens za prymitywny gatunek z tendencją do autodestrukcji i nie muszą czuć potrzeby kontaktu z nami. Jeżeli tak jest, kosmitów musimy szukać na własną rękę, najlepiej przez próby zlokalizowania ich gigantycznych projektów inżynieryjnych, tzw. megastruktur. W 2015 r. astronom Tabetha S. Boyaijan zelektryzowała środowisko naukowe twierdzeniem, że jej zespołowi udało się na coś podobnego natrafić. Była to gwiazda, której zachowanie sugerowało, że ktoś przy niej „majstrował”. KIC 8462852 leży w gwiazdozbiorze Łabędzia w odległości 1480 lat świetlnych od Ziemi. Czteroletnie obserwacje wykazały, że wokół gwiazdy krąży chmara bliżej niezidentyfikowanych obiektów blokujących jej światło, przy czym jest mało prawdopodobne, aby była to chmura pyłu, skupisko komet albo „kosmiczny gruz” ze zniszczonej planety. Jedna z hipotez mówi, że może być to grupa satelitów tworzących orbitalną okołosłoneczną elektrownię. Koncepcjaa ta jest kusząca, bo, jak ustalono, KIC 8462852 regularnie traci na jasności, jakby coś „wysysało” z niej energię – twierdzą astronomowie, którzy poddają ją teraz dodatkowym obserwacjom.

 

SMS z innej galaktyki

„No to gdzie oni są!” – miał wykrzyknąć noblista Enrico Fermi podczas rozmowy z kolegami na temat pozaziemskiej inteligencji, powołując do życia słynny paradoks mówiący, że niebiosa milczą, choć teoretycznie kosmos powinien tętnić sygnałami od Obcych. Chociaż do tej pory nie odebraliśmy żadnych wiadomości z galaktycznego sąsiedztwa, możliwe, że otrzymujemy je… z dalekiej kosmicznej zagranicy. Tzw. FRB (ang. Fast Radio Bursts) – czyli szybkie błyski radiowe to jedna z największych zagadek współczesnej astronomii. Nazywane pozagalaktycznymi sygnałami radiowymi, zostały wykryte po raz pierwszy kilkanaście lat temu. Są to trwające milisekundy intensywne sygnały radiowe. Mechanizm ich powstawania nie jest znany, choć zdaniem astronomów są one emitowane z bliżej nieokreślonego „niewielkiego źródła” w karłowatej galaktyce oddalonej od nas o 3 miliardy lat świetlnych. Nieśmiało stawiana jest hipoteza, że są to sygnały sztuczne, na co wskazuje odkrycie astronomów Michaela Hippke i Johna G. Learneda, którzy ustalili, że każdy FRB zawiera w sobie coś w rodzaju matematycznego kodu (mówiąc konkretniej, zmierzyli oni szerokość dyspersji sygnałów odkrywając, że ich stosunki są wielokrotnością 187,5). Nie udało się wyjaśnić, dlaczego tak jest. Gdyby jednak FRB były sygnałami od Obcych, musieliby oni wkładać w nie gigantyczną ilość energii (koszt jednego „międzygalaktycznego SMS-a” to równowartość energii emitowanej przez Słońce w ciągu miesiąca). Zatem albo sygnały te pochodzą od cywilizacji desperacko szukającej kontaktu, albo – jak uważa większość astronomów – błyski są śladem bardzo rzadkich zjawisk naturalnych, np. kolizji gwiazd neutronowych.

 

Sygnał nadziei

W latach 60. ub. wieku grupa astronomów zainteresowanych poszukiwaniem sygnałów od Obcych doszła do wniosku, że jeśli w kosmosie są inteligentne istoty pragnące kontaktu, mogą one obwieszczać swe istnienie przy pomocy sygnałów radiowych nadawanych na tzw. linii emisyjnej wodoru – najpowszechniejszego we wszechświecie pierwiastka. Jako pierwsze poddano analizie sygnały radiowe docierające z pobliskich gwiazd tau Ceti i epsilon Eridani, ale nie znaleziono w nich wiadomości od ET. Mimo to astronomowie skupieni w projekcie SETI (skrót od ang. Poszukiwanie Inteligencji Pozaziemskiej) nie ustawali w wysiłkach. Ich trud został nagrodzony 15 sierpnia 1977 r. Dr Jerry E. Ehman siedział w kuchni przeglądając wydruki sygnałów odebranych przez radioteleskop Big Ear (Wielkie Ucho), kiedy natknął się na coś absolutnie zaskakującego. „6EQUJ5” był sygnałem 30-krotnie silniejszym od szumów docierających z kosmosu. Trwał aż 72 sekundy i miał wszystkie cechy wiadomości od Obcych. Z wrażenia Ehman złapał za długopis i zapisał na kartce wielkie „WOW!”, które stało się nieoficjalną nazwą sygnału. Według ustaleń pochodził on z gwiazdozbioru Strzelca, z okolic gwiazdy tau Sagittarii. Astronomowie twierdzili, że nie było mowy o pomyłce i „WOW!” nie mógł być sygnałem ziemskim odbitym od kosmicznego śmiecia i przechwyconym przez Big Ear. Wielkim rozczarowaniem dla Ehmana i innych zwolenników SETI było jednak to, że nigdy się on nie powtórzył, mimo że polowano na niego przez kolejnych 20 lat. Choć dziś nie da się powiedzieć o nim nic więcej, „WOW!” pozostaje legendą, a dla niektórych astronomów jest on realnym kandydatem do miana transmisji od ET.

 

[Lasery w kosmosie

Przez lata środowisko uczonych zajmujących się SETI uległo podziałowi. Część astronomów uznała, że poszukiwanie sygnałów radiowych jest bezsensownym błądzeniem po omacku, biorąc pod uwagę liczbę gwiazd i częstotliwości, na których kosmici mogą nadawać. Zwolennicy SETI optycznego (OSETI) uznali za dużo sensowniejsze poszukiwanie sztucznych źródeł światła. Kosmici mogliby przykładowo użyć lasera o wielkiej mocy. Kiedy ich planeta przechodziłaby na tle gwiazdy, laser powodowałby niewielkie zakłócenia wykrywalne dla obserwujących ją astronomów z innych części kosmosu. Co ciekawe, w 2008 r. pewien australijski uczony ogłosił, że w głębokim kosmosie znalazł ślad kogoś bawiącego się laserem. Dr Ragbir Bhathal z University of West Sydney, konsultant Australijskiego Ministerstwa Nauki, wykrył tajemniczy rozbłysk w gwiazdozbiorze Tukana, w okolicach odległej o ok. 13 tys. lat świetlnych od Ziemi gromady kulistej NGC 104. Podobnie jak Ehman sporządził na wykresie notkę wyrażającą zdumienie i, niestety, tak samo zarejestrował on anomalię tylko raz. Zagadki rozbłysku laserowego nie udało mu się wyjaśnić, a sprawa została szybko zapomniana, choć sam dr Bhathal nie wykluczał, że mógł to być ślad działalności kosmitów.

 

Kuleczka Wainwrighta

Wśród odkryć sugerujących istnienie Obcych najbardziej kontrowersyjne były rewelacje brytyjskiego mikrobiologa dr. Miltona Wainwrighta, który w 2015 r. ogłosił, że sondując atmosferę przy pomocy balonu odnalazł mikroskopijną kuleczkę z tytanową powłoką, z której wypływała niezidentyfikowana „substancja organiczna”. Wnioski Wainwrighta odnośnie pochodzenia zagadkowego znaleziska brzmiały jak czyste science-fiction. Jego zdaniem kuleczka mogła być śladem… naszych stwórców. Uczony odwoływał się do poglądów biochemika i noblisty Francisa Cricka (zm. 2004), który kwestionował teorię o samoistnym powstaniu życia na Ziemi, twierdząc, że stoi za tym albo cud, albo obca ingerencja. Zdaniem Cricka, współodkrywcy struktury DNA, organizacja życia na poziomie molekularnym jest tak skomplikowana, że nie wchodzi w grę, by powstało ono samo z siebie nawet w ciągu miliardów lat. Dodatkowo, obecność w organizmach pierwiastków rzadko występujących na Ziemi może wskazywać na ich pozaziemskie pochodzenie. Uczony był zwolennikiem teorii „kierowanej panspermii”, która zakłada, że zaawansowane obce cywilizacje mogą „infekować życiem” pustkowia kosmosu, wysyłając tam pancerne mikrosondy z materiałem biologicznym, który w dogodnych warunkach ulega replikacji i ewolucji. Crick nie potrafił powiedzieć, kim mogli być siewcy życia i co mieliby na celu. Pisał, że mogły kierować nimi jakieś wyższe pobudk,i być może wzmacniane przekonaniem, że życie w kosmosie jest na tyle rzadkie, że trzeba pomagać mu w rozwoju. Czy dr Wainwright znalazł materialne dowody na potwierdzenie tej teorii? Niestety, po publikacji materiału sprawa ucichła i nie wiadomo, co o niej sądzić.

 

Kosmici milczą, więc istnieją

Najlepszym dowodem na istnienie inteligentnych Obcych jest to, że się z nami nie kontaktują – mówi astronomiczne porzekadło. Jeśli we wszechświecie istnieją wysoko rozwinięci kosmici niewykluczone, że wiedzą o nas, ale kontakt z ludzkością może ich nie interesować. Mogą oni nie zwracać uwagi na ludzi, traktując nas jak mieszkańców wielkiego rezerwatu (jest to tzw. hipoteza zoo) albo zwlekać z ujawnieniem się do momentu, kiedy ludzkość osiągnie poziom pozwalający na podróże międzygwiezdne i kosmici nie będą już w stanie dłużej się ukrywać. Z drugiej strony zaawansowana inteligencja, znając naszą historię i mentalność doskonale wie, że jakikolwiek bezpośredni kontakt mógłby naruszyć delikatny status quo na planecie Ziemia. Ujawnienie się Obcych mogłoby zakłócić równowagę społeczną i doprowadzić do rewolucji mentalnej, która poskutkowałaby np. upadkiem niektórych religii. Inna sprawa, że z interakcji z ludzkością Obcy nie wynieśliby nic poza zaspokojeniem „wyższych ambicji”. Reasumując, wydaje się, że brak kontaktu wcale nie musi być oznaką nieistnienia kosmitów. Może po prostu, patrząc na Ziemię nie dostrzegli oni śladów inteligencji na dostatecznie wysokim poziomie, by móc z nią rozmawiać – sugerował amerykański astrofizyk Neil deGrasse Tyson.

www.paranormalne.pl

About Christopher

Christopher
Prezes portalu Galaktica
GotLink.pl

© Copyright 2017, All Rights Reserved