Templates by BIGtheme NET
Don't Miss
Home » Przepowiednie Objawienia Religia

Przepowiednie Objawienia Religia

Szokująca przepowiednia Jackowskiego właśnie się spełniła. A co z rokiem 2017?!

Czy pamiętacie przepowiednie Krzysztofa Jackowskiego z grudnia 2015 roku, na rok 2016? Dwie z nich właśnie się spełniły. Czyli na przełomie 2016 i 2017 roku. Pierwsza przepowiednia była o barykadach przed sejmem. Druga zaś o tym, że Polacy będą się bali oddychać.

 

Poniżej je wklejam: „Z 2016 rokiem kojarzą mi się barykady. (…) Protesty z powodu decyzji rządu mog7ą się rozszerzyć. Nowa władza będzie zagrożona, ale siły opozycji szybko stopnieją. Rząd utrzyma się i będzie postępować radykalnie. Zaskoczy bezprecedensowymi, nagłymi zmianami.” „W Polsce nic bardzo złego się nie stanie, nie będzie zamachów, choć władze mogą wykorzystywać sytuację zagrożenia terrorem, by robić porządek. Szary Polak będzie się gotował w swoim piekiełku. Ale później przyjdzie czas, że ludzie w Polsce będą się bali oddychać i wtedy trzeba będzie uciekać tam, gdzie leżą Węgry i Bułgaria.” I rzeczywiście, barykady wyrosły przed budynkiem sejmu podczas próby obalenia rządu w połowie grudnia 2016 roku. Tak samo Polacy obecnie boją się oddychać. Ponieważ media silnie nagłaśniają tematykę smogu. Pomijam już fakt, że ten smog jest co roku, a najbardziej katastrofalna sytuacja była w latach 90-tych i w roku 2012. Pomijam też fakt kto niedługo będzie zarabiał setki milionów złotych na „walce ze smogiem” którą zorganizują samorządy zarządzane przez PO i PSL. Zresztą pisałem o tym w linku poniżej: –SMOG: dlaczego nim straszą?! Chodzi o gruby szmal, który zarobi na tym biznes! Ale faktem jest że od lat jakość powietrza w Polsce jest katastrofalna. I faktem jest to, że media już od października 2016 roku są intensywnie zainteresowane tym tematem. W związku z tym,

ludzie boją się oddychać. Smog jest tematem numer jeden lub numer dwa rozmów. W Krakowie i na Śląsku coraz więcej ludzi, szczególnie tych aktywnych, wychodzi na dwór w maseczkach na twarzy. Link do przepowiedni Jackowskiego z grudnia 2015 znajduje się poniżej: -Jackowski przewiduje że w 2016 w Europie będą zamachy Co ciekawe, nie zachęcam Was do ślepego wierzenia w przepowiednie, a wręcz to odradzam. Tak naprawdę nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Po „tej drugiej stronie” znajduje się owo tajemnicze lustro, i ogromna, nieskończona baza danych. Przechowywane są w niej wszystkie możliwe warianty przeszłości jak i przyszłości. To chwila teraźniejsza, jak i teraźniejsze decyzje miliardów istot wybierają jeden z nieskończenie wielu wariantów przyszłości. Póki co, nie jest nam dane wiedzieć, w jaki

sposób podświadomość uzyskuje dostęp do pola informacji. Możemy jedynie być świadkami tego, jak manifestuje się ów dostęp. Przykładem może być jasnowidzenie, czyli zdolność odbierania zajścia mającego miejsce w przeszłości lub takiego, które jeszcze się nie wydarzyło, czy też wydarzyło się poza polem widzenia jasnowidza. Nie rozumiemy mechanizmu takich zjawisk i zaliczamy je do paranormalnych. Wahadła fundamentalnej nauki, nie chcąc podpisać się pod własną bezsilnością, nie traktują tego rodzaju zjawisk poważnie. Jednak przez fakt, że nie potrafimy ich wyjaśnić, nie stają się one mniej realne. Nie sposób po prostu je zlekceważyć. Cytuję: „Są ludzie, którzy widzą zdarzenia w polu informacji tak wyraźnie, jakby rozgrywały się na ich oczach w świecie materialnego urzeczywistnienia. Ludzie tacy posiadają umiejętność dokładnego nastrajania się na urzeczywistnione sektory w przestrzeni wariantów. Na przykład, aby nastroić się na sektor zaginionego człowieka, jasnowidz musi spojrzeć na jego fotografię lub dotknąć jego rzeczy. Z usług jasnowidzów niekiedy korzysta nawet policja. Zdecydowanie nie każdy widzi tak jasno, dlatego zdarzają się pomyłki. Istnieją dwie przyczyny pomyłek. Pierwsza

polega na tym, że jasnowidz nastraja się na sektor, który nie był i nie będzie urzeczywistniony. Różne sektory, zależnie od umownego dystansu je dzielącego, mogą różnić się między sobą pod względem scenariusza i dekoracji znacznie lub mało. Druga przyczyna pomyłki polega na interpretacji danych. Na przykład, starożytni wróżę i prorocy, obserwując niecodzienne sceny z przyszłości, interpretowali je po swojemu, stosownie do poziomu swej wiedzy. Dlatego przepowiednie często są niedokładne.” ~Vadim Zeland A poniżej macie przepowiednię Krzysztofa Jackowskiego na 2017 rok: Mówił on w zeszłym roku także, że „opozycja zachoruje na histerię która będzie się przeradzać w wariację„. Obecnie to widzimy. W tym roku opozycja będzie robiła wszystko, by wysadzić PiS. Że cztery lata z jakiegoś tajemniczego powodu nie wchodzą w grę. Może dojść nawet do aktów sabotażu (zamachy false flag?!). 

Zrodlo:https://jarek-kefir.org/

Historia Bożego Narodzenia

Pierwsze wzmianki dotyczące ustalenia dokładnej daty narodzin Chrystusa pochodzą z Egiptu. Około roku 200 grecki teolog i założyciel chrześcijańskiej szkoły katechetycznej w Aleksandrii, Tytus Flawiusz Klemens, bardziej znany jako Klemens Aleksandryjski, wyliczył datę narodzin Jezusa Chrystusa na 25 pachon (20 maja) w 28 roku panowania cesarza Oktawiana Augusta. Inni badacze Pisma Świętego odrzucili te kalkulacje, twierdząc, że data ta powinna przypadać na przełom 24 i 25 pharmuthi, czyli 19 i 20 kwietnia. Inne wczesnochrześcijańskie pisma wspominają także o 18 marca. W 385 r. do Jerozolimy przybyła akwitańska pątniczka, którą znamy dzisiaj pod imieniem Eteria lub Egeria. Tam spotkała się z nieznanym jej obyczajem ośmiodniowych uczt i zabaw z okazji święta narodzenia pańskiego, rozpoczynających się 6 stycznia. Ale dopiero papież Juliusz I, zapytany o właściwą datę, ustalił ją na 25 grudnia – na podstawie rzekomo zachowanego do czasu jego pontyfikatu (337–352) powszechnego spisu ludności z okresu panowania Oktawiana Augusta. Dzisiaj wiemy, że wybór daty 25 grudnia na dzień narodzin Zbawiciela nie był przypadkowy i wcale nie wiązał się z opisywanym w Nowym Testamencie spisem powszechnym w Judei. Historię świętowania tego dnia w kalendarzu przedchrześcijańskim

 

znakomicie przedstawił pisarz Dan Brown w wydanej w 2000 r. powieści „Anioły i demony”. Bohater tej książki, profesor Robert Langdon, zwrócił się do swoich studentów w czasie wykładu na Uniwersytecie Harvarda: „– W chrześcijaństwie można znaleźć mnóstwo przykładów oddawania czci Słońcu. – Przepraszam – odezwała się ponownie dziewczyna z pierwszego rzędu – ale ja przez cały czas chodzę do kościoła i nie widzę, żeby czczono tam Słońce. – Naprawdę? A co świętujecie dwudziestego piątego grudnia? – Boże Narodzenie. Dzień narodzin Jezusa Chrystusa. – Tyle że zgodnie z Biblią Jezus urodził się w marcu, więc dlaczego świętuje się to pod koniec grudnia? Cisza. Langdon uśmiechnął się. – 25 grudnia jest, moi drodzy, starożytnym pogańskim świętem Sol Invictus, Słońca Niezwyciężonego, które zbiega się z przesileniem zimowym. Jest to ten wspaniały okres roku, kiedy Słońce powraca, a dni zaczynają się robić coraz dłuższe”. Rzeczywiście, bohater powieści Dana Browna ma całkowitą rację. Chrześcijaństwo zapożyczyło wiele symboli i świąt z wcześniejszych religii związanych z kultem Słońca. Oddawanie czci Słońcu Niezwyciężonemu, które 25 grudnia pokonywało mrok nocy, było jednym z najważniejszych obyczajów mitraizmu, kultu syryjskiego boga Baala czy fenickiej i kananejskiej bogini miłości, płodności i wojny Asztarte. Oddawanie czci tej ostatniej było także rozpowszechnione wśród Izraelitów, którzy w pewnym momencie swojej historii nazywali ją nawet Królową Niebios. Spór o dziewictwo Być może niektóre elementy tych obrządków zapożyczył także późniejszy kult maryjny. Obchody Bożego Narodzenia wiążą się bowiem nierozerwalnie z rosnącym oddawaniem religijnej czci Marii z Nazaretu, matce Jezusa Chrystusa. Uwielbienie dla matki Zbawiciela osiągnęło swoją szczytową formę w czasie trzeciego soboru powszechnego, zwołanego przez bizantyjskiego cesarza Teodozjusza II w Efezie. To właśnie tam po raz pierwszy w historii syryjski mnich, teolog i filozof chrześcijański Nestoriusz (384–451), pełniący wówczas obowiązki patriarchy Konstantynopola, stworzył greckie określenie Theotokos – Bogarodzica. Drugim oficjalnym tytułem, który powstał w tym samym okresie na cześć matki Jezusa Chrystusa, jest Najświętsza Maria Panna. Tytuł ten podkreślał nie tylko niepokalane poczęcie Chrystusa, ale także dziewictwo, które w opinii ojców soborowych Maria zachowała do końca życia. Jako pierwszy opinii o dziewictwie Marii sprzeciwił się dopiero 100 lat po soborze efeskim rzymski mnich Jowinian. Co prawda zalecał on rzymskim pannom zachowanie dziewictwa jak najdłużej, a wdowom konsekrowane życie bez ponownego wchodzenia w związek małżeński, jednak poglądy Jowiniana w sprawie dziewictwa matki Jezusa z Nazaretu spotkały się z ostrym potępieniem ze strony ówczesnych teologów i duchowieństwa. Wśród jego najzagorzalszych krytyków znaleźli się Augustyn z Hippony, biskup Mediolanu Ambroży oraz Hieronim ze Strydonu. Papież Syrycjusz potępił niepokornego mnicha w liście „Adversus Jovinianum” („Przeciwko Jowinianowi”). Podobne poglądy podważające dożywotnie dziewictwo Marii z Nazaretu głosili także inni ówcześni teologowie i badacze Pisma Świętego. Wśród nich wyróżniali się łaciński pisarz Helwidiusz oraz biskup Sardyki Bonosus. Ten ostatni twierdził, że Jezus nie był jedynym dzieckiem Marii i Józefa, co definitywnie wskazywało na normalne stosunki małżeńskie między rodzicami Zbawiciela. Tego typu poglądy ukazujące „normalność” funkcjonowania Świętej Rodziny zostały ostatecznie potępione przez synod laterański z 649 r. Ich zagorzałym krytykiem był także Tomasz z Akwinu, który swoje stanowcze stanowisko w kwestii dziewictwa Marii wyraził w wiekopomnym dziele filozoficzno-teologicznym „Summa theologiae”. Ten żyjący w XIII w. wybitny myśliciel chrześcijaństwa nie miał wątpliwości, że ze względu na „zachowaną Godność posyłającego Ojca” oraz „właściwość i godność samego Syna” poczęcie Jezusa odbyło się bez udziału Józefa, a Maria zachowała dziewictwo aż do chwili wniebowzięcia. Wszystko wskazuje też na to, że dla Tomasza z Akwinu nie ulegało wątpliwości, iż jedyną datą narodzin Zbawiciela jest właśnie 25 grudnia. Czy Święta Rodzina uciekła do Egiptu? Najnowsze badania archeologiczne i historyczne sugerują, że Jezus urodził się prawdopodobnie w kwietniu 6 r. n.e. Historycy mają problem z interpretacją słów z Ewangelii św. Łukasza (2,1–2): „I stało się w owe dni, że wyszedł dekret cesarza Augusta, aby spisano cały świat. Pierwszy ten spis odbył się, gdy Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii”. Ewangelie nie zawierają żadnej informacji, co się wtedy działo w życiu Świętej Rodziny. A przecież od pierwszego spisu ludności do czasu przybycia Józefa z brzemienną Marią do Betlejem mogło minąć nawet kilka lat. Pomocne w wyznaczeniu daty narodzin Jezusa było ustalenie czasu śmierci króla Heroda Wielkiego. Ale i w tym przypadku jest duży problem, ponieważ zgodnie z tradycją żydowską przyjęło się uznawać, że Herod zmarł siódmego dnia miesiąca kislew (co jest odpowiednikiem jednego z ostatnich dni listopada) w czasie zaćmienia Księżyca. Astronomowie wskazują natomiast datę 13 marca 4 r. n.e., kiedy nad Judeą widoczne było zaćmienie Księżyca przed zbliżającą się Paschą. Dlaczego precyzyjne ustalenie daty śmierci Heroda może mieć znaczenie dla historii narodzin Jezusa z Nazaretu? Śmierć Heroda Wielkiego w 4 r. n.e. oznacza, że Jezus urodził się przynajmniej dwa lata po śmierci Heroda Wielkiego. W takim wypadku opisane w Ewangelii dramatyczne okoliczności ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu przed prześladowaniem okrutnego monarchy prawdopodobnie nigdy nie miały miejsca. Nie tylko data narodzin Zbawiciela od początku mocno dzieliła chrześcijan. Także sposób obchodzenia tego święta budził kontrowersje. W 1038 r. Boże Narodzenie zawitało na dwór angielski, gdzie oficjalnie nadano mu staroangielską nazwę Cristes Maesse – Msza Chrystusa. Blisko 100 lat później nazwę tę przerobiono na Cristes-messe, pierwowzór dzisiejszego słowa Christmas. Od tej pory obchody Bożego Narodzenia zamieniły się niemal w spór narodowy. Mszalny dzień papieski Nie wszyscy uważali, że ten czas kalendarza liturgicznego należy świętować radośnie. Już bowiem w III wieku n.e. chrześcijański pisarz Tertulian popierał obchody Bożego Narodzenia, ale potępiał nawiązywanie w nich do rzymskich Saturnaliów. 13 wieków później do Bożego Narodzenia podobnie odniósł się ojciec reformacji Marcin Luter. Porównał on Rzym do grzesznego Babilonu i zachęcał do odrzucenia świątecznego przepychu i poprzedzającej 25 grudnia atmosfery odpustowej. Mimo że obchody Bożego Narodzenia wyjątkowym uwielbieniem darzył sam król Henryk VIII, założyciel i głowa buntowniczego wobec władzy papieskiej Kościoła anglikańskiego, przykazania Lutra szczególnie mocno wzięli sobie do serca angielscy purytanie, którzy widzieli w Bożym Narodzeniu jedynie „katolickie święto rozpusty”. W 1538 r. Prezbiteriański Kościół Szkocji odrzucił obchody Bożego Narodzenia, zastępując je najważniejszym świętem szkockim Hogmanay (31 grudnia). Angielscy purytanie, powołując się na zasady kultu jedynego Boga określone w Księdze Wyjścia (20, 4), uznali także, że kult obrazów przedstawiających Boże Narodzenie, szopek lub ubieranie choinek jest obyczajem pogańskim. „Mszalny dzień papieski” – jak nazywali odtąd 25 grudnia – został wymazany z kalendarza decyzją parlamentu i rządu Olivera Cromwella w 1647 r. Mimo że zakaz został zniesiony po śmierci dyktatora w 1666 r., angielskie obchody Bożego Narodzenia nigdy już nie wróciły do swojego splendoru z epoki Tudorów. Niemile widziani w Anglii purytanie „wywieźli” zakaz świętowania 25 grudnia do brytyjskich kolonii w Ameryce Północnej. Absurdalny stosunek do tego pięknego święta szerzył się jak zaraza. W 1659 r. pielgrzymi z Massachusetts wprowadzili zakaz obchodów na dużym obszarze terytorium obecnej Nowej Anglii. To zdecydowanie jedno z najgłupszych praw, jakie powstało w Ameryce Północnej, obowiązywało w niektórych stanach aż do 1852 r. Pierwszym stanem, który je odrzucił i ratyfikował Boże Narodzenie jako święto federalne, była Alabama (w 1838 r.). Ostatni stan uznał Christmas za dzień wolny od pracy dopiero w 1870 r. Wraz z tą ostatnią stanową ratyfikacją nastąpiła ogromna komercjalizacja Bożego Narodzenia w Stanach Zjednoczonych.

Mikołaj lubiany przez wszystkich Dzisiaj nie potrafimy wyobrazić sobie Bożego Narodzenia bez prezentów, które tradycyjnie przynosi nam pod choinkę Święty Mikołaj. Niektórzy historycy są skłonni uważać, że ta sympatyczna tradycja została zapożyczona z rzymskich Saturnaliów, w czasie których dawano sobie upominki, albo nawiązuje do ewangelicznej historii wręczenia darów nowo narodzonemu Zbawicielowi przez trzech mędrców ze Wschodu. Do tego drugiego wydarzenia odwołuje się hiszpański zwyczaj wymiany upominków w święto Trzech Króli – 6 stycznia. Najbliższy prawdzie jest pogląd, że znana nam współcześnie tradycja obdarowywania się prezentami przyniesionymi przez Świętego Mikołaja pochodzi z przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia naszej ery. Z bizantyjskiego „Żywotu św. Mikołaja”, napisanego w IX w. przez archimandrytę Michała, dowiadujemy się, że 6 grudnia – Dzień Świętego Mikołaja – był jednym z najbardziej uroczyście i radośnie obchodzonych świąt w Konstantynopolu. 100 lat później narodziła się tradycja wystawiania 6 grudnia liturgicznych przedstawień dla dzieci, które w kolejnych stuleciach zostały spopularyzowane w całej Europie. Obyczaj podkładania śpiącym dzieciom do posłania prezentów od Świętego Mikołaja narodził się w XII-wiecznej Francji, gdzie dzień 6 grudnia został nazwany mikołajkami. Radosny charakter tego święta nie kłócił się z powagą adwentu, ponieważ wspomnienie świątobliwego życia Mikołaja, biskupa Miry, było w opinii bizantyjskiego duchowieństwa godnym przygotowaniem do Bożego Narodzenia. Także na Zachodzie historia pobożnego biskupa Mikołaja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem i szacunkiem. Papieże stawiali św. Mikołaja za wzór cnót chrześcijańskich, a obchody jego dnia były tak popularne, że nawet protestanci nie ośmielili się w XVI w. wykreślić mikołajek z nowego kalendarza protestanckiego. Komercyjny Santa Claus Twórcy reformacji, którzy odrzucali kult maryjny i kult świętych, musieli coś zrobić z niepasującym do ich koncepcji wiary, ale niezwykle lubianym, Świętym Mikołajem. Rozwiązanie ich dylematu przyszło dopiero w XIX w. zza oceanu. W 1823 r. amerykański poeta Clement Clarke Moore napisał poemat pod tytułem „Wizyta Świętego Mikołaja”. Autor nie zdawał sobie sprawy, że tworzy nową laicką legendę o przesłaniu niemal religijnym, która w umysłach setek milionów ludzi na całym świecie będzie kojarzona z Bożym Narodzeniem w znacznie większym stopniu niż ewangeliczna historia narodzenia Zbawiciela w Betlejem. Do dzisiaj niemal wszystkie amerykańskie dzieci znają ten poemat zaczynający się od słów: „Twas the night before Christmas, when all thro’ the house Not a creature was stirring, not even a mouse”. Obecnie poemat Clementa Moore’a jest bardziej znany pod nazwą „The Night Before Christmas”. Co ciekawe, nigdy nie został przetłumaczony na język polski, chociaż zawiera kwintesencję amerykańskiego stosunku do Bożego Narodzenia. W 1881 r. amerykański rysownik Thomas Nest opublikował w magazynie „Illustrated America”, serię pięknych ilustracji do poematu Moore’a. Wiersz i ilustracje stworzyły niebywale popularną bajkę o dobrodusznym, puszystym palaczu fajki o wyglądzie i zachowaniu szekspirowskiego Falstafa, żyjącym z żoną i gromadą elfów w świątecznej osadzie na biegunie północnym. To w tym wierszu znajdziemy także po raz pierwszy imiona latających reniferów, które pojawiały się później w amerykańskich piosenkach świątecznych. Należy jednak podkreślić, że w wierszu nie ma tak popularnej współcześnie wśród Amerykanów nazwy „Santa Claus”. Wprawdzie Moore zastąpił ponurego angielskiego Father Christmas komicznym grubaskiem o imieniu St. Nick, ale Santa Claus był dziełem urodzonych w Ameryce dzieci holenderskich imigrantów, które przerobiły holenderskiego Sinterklaasa na Santa Clausa. Clement Clarke Moore nigdy nie ujrzał ilustracji Thomasa Nesta do swojego wiersza. A szkoda, bo rysunki te wspaniale uzupełniły dzieło. W tym przypadku ilustracja zaczęła też żyć własnym życiem. Nawet dziwaczny strój współczesnego, komercyjnego Santa Clausa jest przeróbką autorskiego pomysłu Nesta. Ani poeta Moore, ani rysownik Nest nie zdawał sobie sprawy, że uruchomią świąteczny przemysł na niewyobrażalną skalę. Tylko w 2010 r. Amerykanie wydali z okazji Bożego Narodzenia ponad 584 mld dolarów.

Czas godów radosny Pierwsi chrześcijanie nie przywiązywali wagi do miejsca i czasu narodzin Jezusa Chrystusa. Dla nich najważniejszym wydarzeniem było odkupienie świata przez śmierć i zmartwychwstanie Zbawiciela. Pierwsze obchody Bożego Narodzenia miały miejsce dopiero 300 lat po jego ziemskiej wędrówce. Jeszcze późniejsza jest polska tradycja obchodów świąt, która narodziła się dopiero w XV w., kiedy prawdopodobnie z Czech dotarł do naszego kraju zwyczaj budowania szopek świątecznych i śpiewania kolęd. W 1424 r. została spisana zapomniana już dzisiaj pierwsza polska kolęda zaczynająca się od słów „Zdrów bądź, Królu Anielski”. Znacznie większą popularność zdobyła pochodząca z kancjonału Jana z Przeworska XIV-wieczna kolęda „Chrystus się nam narodził”. Historycy nie znają jej autora, ale domyślają się, że musiał on zapożyczyć treść z łacińskiej kolędy „Christus natus est nobis”. To właśnie śpiewanie kolęd jest jedną z najstarszych tradycji bożonarodzeniowych w Polsce i na świecie. Samo słowo „kolęda” pochodzi od rzymskiej nazwy pierwszego dnia nowego miesiąca – calendae. Stary rok kończył się w średniowieczu 24 grudnia, a nowy zaczynał się 25 grudnia. Stąd też koniec starego i początek nowego roku był świątecznie sławiony pieśniami o narodzeniu Pana, zwanymi kolędami. Zygmunt Gloger, autor m.in. „Encyklopedii staropolskiej”, uważał też, że polska nazwa „kolęda” może mieć związek ze starofrancuską nazwą „la calenda” – oznaczającą pogańskie święto Kolady, zwane w Polsce „godami”, podczas którego radośnie żegnano stary rok i witano nowy. Do tych zwyczajów nawiązuje też polska nazwa miesiąca stycznia, oznaczająca styk starego i nowego roku. Jeszcze do XVII w. okres Bożego Narodzenia był nazywany przez lud polski właśnie „godami”. Wiele obyczajów pochodziło z czasów pogańskich i nie miało żadnego odnośnika w tradycji chrześcijańskiej. Jak wspominał Zygmunt Gloger, „gody” trwały od wigilii Bożego Narodzenia aż do Trzech Króli, a każdy wieczór w tym okresie miał charakter świąteczny. Przez te dwa tygodnie należało się wystrzegać ciężkich prac, jeść smacznie i suto, zapraszać gości, bawić się i śpiewać. Te pogańskie pieśni i zabawy zostały zastąpione przez duchowieństwo katolickie pastorałkami i kolędami o narodzeniu Jezusa Chrystusa. W języku Słowian słowo „god” oznaczało rok, a „gody” i „godowanie” stały się z czasem synonimami wspaniałej uczty, biesiadowania i zabawy. Stąd też pochodzi słowo „gość”, oznaczające uczestnika biesiady świątecznej, przybywającego do nas w odwiedziny w czas godów. Zygmunt Gloger pisał: „W Polsce, gdy przyszły gody, nie było końca najrozmaitszym zabawom, powinszowaniom, podarkom, przebieraniu się za żydów, cyganów, niedźwiedzi, kozy, tury, chodzeniu po domach ze śpiewem kolęd, z wilkiem żywym, a w braku takowego z chłopcem przebranym w wilczą skórę”. Ten piękny zwyczaj kolędowania po wsiach i miasteczkach przetrwał do dzisiaj, chociaż jego ludowy,

spontaniczny charakter jest coraz częściej zastępowany komercyjną tandetą. Snopek siana i choinka Kolędy i ich nieskrępowane śpiewanie miały także wydźwięk polityczny i społeczny. To były jedyne pieśni religijne, których treść nie była cenzurowana przez duchowieństwo. Stąd też niektóre miały wydźwięk bardzo poufały. Mówiły o zwykłych pasterzach i prostym ludzie, który jako pierwszy dostąpił łaski bycia przy nowo narodzonym królu królów. Pouczały, że Zbawiciel nie narodził się w pałacu ani w komnacie szlacheckiego dworu, ale w stajence, niczym najniższy z parobków. Polscy chłopi nie musieli znać zawiłości teologicznych Nowego Testamentu, nad którymi deliberowali ojcowie i doktorowie Kościoła, mieli natomiast pewność, że Chrystus rozpoczął swoją ziemską wędrówkę wśród takich jak oni biednych i ciężko pracujących włościan, a dopiero później przed jego boskie oblicze przybyli królowie jako przedstawiciele klasy panującej. Od XVIII w. szczególne miejsce w polskim kalendarzu świątecznym zajmowała Wigilia. Choć sama w sobie nigdy nie była oficjalnym świętem kościelnym, to stanowi chyba najważniejszy dzień w kalendarzu większości Polaków. Jednym z najstarszych zwyczajów wigilijnych jest stawianie snopów zboża w rogach izby. Wbrew powszechnie przyjętej opinii nie był to wcale zwyczaj chłopski, ale tradycja wszystkich klas społecznych. Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej” podkreślał, że jeszcze na początku XIX w. w każdej komnacie pałacowej, jak i w każdej izbie chłopskiej, musiał stać snopek zboża. Bez niego nikt nie ośmieliłby się zasiąść do wigilijnej wieczerzy. Z kolei zwyczaj ubierania choinki, czyli ustrojonego świerku lub jodły, przynieśli do Polski na przełomie XVIII i XIX w. niemieccy protestanci. Choinka, tak powszechnie znany i lubiany symbol Bożego Narodzenia, jest więc atrybutem niepolskim i niekatolickim. Wielkim zwolennikiem stawiania choinki i wieszania na niej ozdób z papieru i owoców był Marcin Luter. Ojciec reformacji, który potępiał rozpustę świątecznych biesiad, sam zalecał spędzanie czasu przy domowym drzewku i kontemplowanie piękna zbliżających się świąt. Inną tradycją przejętą od naszych przodków jest zwyczaj stawiania nieparzystej liczby potraw na wigilijnym stole. W dawnej Polsce wigilijna wieczerza chłopska składała się z dziewięciu dań, a pańska z jedenastu. Trzeba było spróbować każdej potrawy, ponieważ istniał przesąd, że za każde pominięte danie można stracić jakąś przyjemność w nowym roku. Od XV w. w bogatych domach szlacheckich istniał zwyczaj rozdawania podarków czeladzi, a na dworze królewskim monarcha obdarowywał służbę, która brała udział w świątecznych zabawach i kolędowaniu. Każda wigilia kończyła się uroczystym śpiewaniem kolęd oraz hucznym wyjazdem całego dworu do kościoła na mszę pasterską, którą odprawiano zawsze o północy. Zwyczaj odprawiania pasterki przyszedł do Polski prosto z Italii. Pierwsze pasterki były odprawiane przez papieży w IV w. w najstarszym rzymskim kościele – bazylice Matki Bożej Większej na Eskwilinie. Niestety, zwyczaj mszy pasterskiej rozpoczynającej się o północy z 24 na 25 grudnia został zmieniony przez papieża Benedykta XVI. Obecnie msza ta jest odprawiana w Watykanie dwie godziny wcześniej niż nakazuje istniejąca od 1700 lat tradycja.

Zrodlo: www.rp.pl/

Droga Do Końca Świata Czasy Ostateczne 1/2

Gdy otworzymy dwudziesty czwarty rozdział Ewangelii Mateusza, jest tam mowa o znakach końca: wojnach, głodach i trzęsieniach ziemi. Wydaje mi się, że Chrystus przyjdzie już teraz, by położyć kres temu, w co się uwikłaliśmy i z czego nie ma wyjścia. W wojnach światowych „królestwa stanęły przeciw królestwom” i od tej pory nie ma dnia, żeby kilkanaście państw nie było uwikłanych w wojnę. A cechą dzisiejszych wojen jest zabijanie masowe, na wielką skalę. Według mnie gorzej już być nie może. Wystarczy, że dołączy się jeszcze kilka państw, wkroczą mocarstwa — i zagłada gotowa. Można powołać się na postępujące rozbrojenie, ale czyż nie napisano: „Kiedy będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo — wtedy nastąpi koniec”? Jeśli chodzi o problem głodu, chyba nigdy nie obserwowaliśmy takich dysproporcji między krajami bogatymi i biednymi.

W czasach ostatecznych ludzie „bardziej będą się lubować w rozrywkach niż w Bogu” (2 Tm 3,5). Czy Bóg będzie spokojnie czekał, aż fala niemoralności, która ogarnęła Zachód, opanuje cały świat? Czy również u nas ma dojść do tego, że niemoralność stanie się rzeczą legalną i powszechnie akceptowaną jako rzecz ludzka, normalna?

Najgorsze wydaje mi się to, że Kościół mało nas przygotowuje na powrót Pana. Co tydzień powtarzamy słowa: „oczekujemy Twego przyjścia w chwale”, ale one nie spełniają swego zadania. Cała moja katolicka rodzina na myśl o końcu świata mówi: „Broń, Panie Boże!” (Mam nadzieję, że pomogę jej zmienić zdanie na ten temat). Zresztą dla większości (nawet wierzących) ludzi przyjście Chrystusa właśnie teraz byłoby bardzo nie na rękę. Wielu ludzi chce wyjechać na Zachód, wielu właśnie sobie pozakładało konta dolarowe, a inni właśnie planują się dorobić.

Chrystus porównuje koniec świata do potopu: „Tak jak za dni Noego: jedli, pili, żenili się i nie zauważyli, kiedy przyszła na nich zagłada”. Czy Kościół patrzy na znaki końca? Słyszałam kiedyś wypowiedź pewnego zakonnika, który mówił, że wojny były zawsze, zarazy też, a znaki czasu dokonują się w sercu człowieka. Chrystus jednak powiedział: „Gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że to, co ma się stać, bliskie jest. (…) Nim przeminie to pokolenie, to wszystko się stanie. (…) Gdy się te rzeczy zaczną dziać, podnieście głowy: Zbliża się wasze wybawienie!”

Czy Kościół kiedyś powie: Nie znamy dnia ani godziny, ale Pan przyjdzie za czasów naszego już pokolenia, zbliża się nasze wybawienie!?

Simpsonowie – Jak przewidzieli przyszlosc ?

Simpsonowie, jest to animowany program skierowany do starszej publicznosci. Zostal wymyslony prze Matta Groeninga, animowana bajka podchodzi satyrycznie do stylu zycia oraz kultury Amerykanow. Serial emitowany jest bez przerwy od 1989 roku. Co niezwyklego jest w tej „bajce” ? To ze trafnie przepowiedzieli kilka wyadarzen z przyszlosci.

Skad o tym wiedzieli ? Sprobuje to wyjasnic.

 

Co przepowiedzieli Simpsonowie ?

 

  1. W 1992 roku, jeden z odcinkow Simpsonow opowiada o wynalazku ktory pomoze zrozumiec placz dziecka. Moze nie bylo by w tym nic dziwnego oprocz faktu ze w 2013roku, powstala aplikacja ktora podpowie rodzicom dlaczego dziecko placze. Aplikacja jest dostepna w Apple Store za mniej niz 5 dollarow.
  2. 2. W 1994 roku, akcja jedengo z odcinkow Simpsonow toczy sie o tajnym skladniku uzywanym przez restauratorow, producentow miesa,… Tajnym skladnikiem okazalo sie mieso z konia. W 2013roku wybuchl skandal, co do tego wydarzenia.
  3. W tym samym roku czyli 1994, Simpsonowie posiadaly smartphony, z logiem jablka, dziwnie znajome co ? Otoz w tym odcinku chodzilo o aplikacje Siri ktore zostala przez Apple wprowadzona do Iphone 4 w roku 2011. Ta aplikacja do ktorej mozna mowic nie zawsze rozumiala co do niej mowiono, wydarzenie to mialo miejsce wraz z wydaniem na rynek Iphone 4.
  4. W roku 1994, w jednym z odcinkow Simpsonow Bart husta sie na kuli identycznie jak Miley Cyrus w teledysku Wrecking Ball.
  5. W 1995, Simpsonowie znow przepowiedzieli wydarzenia przyszlosci. Chodzi o opcje rozmawiania przez wideo na smartphonach. Ta opcja byla dostepna juz w 2010 roku.
  6. Znow w roku 1995, bohaterka odcinku Lisa idzie do wrozki I ta przepowiada jej przyszlosc. Okazuje sie ze jej maz/chlopak komunikuje sie za pomoca zegarka. Dzis znamy ten wynalazek jako Smartwatch, pierwsze prototypy pokzane byly swiatu w 2012-2013 roku.
  7. Rok 1995, Simpsonowie w tym odcinku walcza z o drzewo cytrynowe ktore stoi od stulecia pomiedzy dwoma sasiadujacymi miastami, ostatecznie miasto Simpsonow czyli Springfield wygrywa spor I drzewo przynalezy do ich miasta. Lecz w nocy dzieciaki z sasiedniego miasta wykopuja te drzewo cytrynowe I kradna je. To wydarzenie nie bardzo istotne, mialo swoje odzwierciedlenie w przyszlosci, poniewaz znow w 2013roku te drzewo zostalo ukradzione.
  8. W nastepnym roku czyli 1996, jeden z odcinkow pokzuje nam domofon high-tech (wysoka technologia)ktory wyglada identycznie jak pierwsza generacja Ipodow.
  9. Dwa lata  pozniej 1998, dzieci z miasta Springfield bawily sie w symulator ogrodniczy. Ogolem bawily sie w symulacje farmy, ale czekajcie czy to nie jest przypadkiem gra FarmVille? W gre ta mozna zagrac na facebook’u.
  10. Rok pozniej w 1999 roku, odcinek 5 sezon 11  Simpsonowie postanawiaja przeniesc sie do starej farmy. Homer wraz z Bartem produkuja pomidory, dzieki nawozowi z plutonu owe pomidory silnie uzalezniaja. W tym odcinku, producenci Simpsonow przepowiedzieli zmutowane warzywa z 2013 roku. Otoz w 2013 roku kolo Fukushimy
  11. Dwa lata po katastrofie nuklearnej, owoce, warzywa i zmutowane zwierzęta zostały odkryte w pobliżu . Pomidory, ogorki,baklazany zostaly odkryte w zaskakujących kształtach.
  12. 2002 rok, dwie postacie z Simpsonow o nazwie Keith I Mick dali w prezencie dla Homera kortke z napisem Guitar Hero, niby nic ale w 2005 roku wyszla gra o tej samej nazwie.
  13. W 2008 roku,  w jednym z odcinkow tego sezonu odbywaly sie wybory w Ameryce (w bajce Simpson) I gdy Homer chcial zaglosowac na swojego kandydata glos skierowany byl na innego, ogolnie to byla awaria w kwestii wyborow. To wyarzenie mialo znow miesjce, stalo sie to w wyborach pomiedzy Barackiem Obama a John’em McCain’em.
  14. W serialu Simpsons pojawiaja sie tez przepowiednie dotyczace wygranej Donalda Trumpa.
  15. Sa tez dwuznaczne sceny; jedna z nich podaje date zniszczenia wiez World Trade Center.
  16. Inna pokazuje wolna flage Syrii.
  17. Simpsonowie przepowiedzieli tez wirus Ebola.
  18. Simpsonowie okolo 5 lat temu, JUZ grali w Pokemon Go.

 

Zbiegi okolicznosci w tym serialu sa  tak wielkie ze podejrzenia o tym ze producenci maja zwiazek z tajnymi organizacjami jest wrecz oczywisty. Czy trzeba uwazniej przygladac sie tej bajce ? Czy symbolika Illuminatow jest obecna ? Czy Simpsonowie przepowiedza koniec swiata ? Co do ostatniego nie jestem pewna lecz smybolika szatanska jest tam obecna . Uwazam ze trzeba przyjzec sie obsadzie tego serialu. A no wlasnie, kim jest autor Matt Groening ? Matt Groening jest masonem 33stopnia wtajemniczenia rytu szwedzki, najwyzszego jaki istnieje poza szczytem piramidy ktory zarezerwowany jest dla klanu 13 rodzin. Nic wiec dziwnego ze znal wydarzenia ktore mialy miejsce w przyszlosci. Wszyscy ludzie ktorzy sa na samym szczycie kariery szczegolnie w Hollywood naleza do wolnomularzy. Od producentow filmow,kreskowek po wytwornie muzyczne. Wszyscy naleza do tej samek sekty, sa marionetkami tych naprawde wplywowych ludzi lub podwykonawcami ich planu kontroli swiata az do jego zniszczenia.

Co o tym myslicie ?

 

KRO

Testament Ojca Pio

Ojciec Pio za swego życia objawiał się w różnych miejscach i różnym osobom przez fenomen bilokacji.
Po jego śmierci takie objawienia również mają miejsce.
Między innymi ukazał się jednej uprzywilejowanej osobie i dał jej Orędzie, niejako „Testament” “ dla świata: Mój Bracie ! Oddaję ci w testamencie, jako rzeczy najcenniejsze: Krzyż, Eucharystię, Niepokalane Serce Maryi i także dusze, które trzeba ratować.
——-
Przetłumaczono z pisma: Paris Vertag Pestvach 143 E. Ch. – 1630 Bulle schveis/ – Szwajcaria

GotLink.pl

© Copyright 2017, All Rights Reserved